NIEKONWENCJONALNA.COM

KLAPS WYCHOWAWCZY, A BICIE – PRZESADYZM XXI WIEKU.

Przypominam sobie metody wychowawcze z czasów minionych. Dzieci wiedziały gdzie jest ich miejsce, rodzice mogli w spokoju odpoczywać po pracy i nikt się nie burzył, że machnięcie ręką w kierunku dziecięcych pośladków to coś złego. To było wręcz konieczne do utrzymania dyscypliny, rodzicielskiego stanowiska.

Klaps działa. Jako dziecko notorycznie dostawałam klapsy, potem był pas, a w okresie dojrzewania byłam popychana i bita pięściami. W końcu ewolucja metod musi być. Byłam posłuszna, cicha, spokojna. W końcu przestałam się odzywać, informować o czymkolwiek – był zatem spokój. Żadne moje problemy nie zakłócały sielanki…do czasu.

Klaps bolał, straszył na początku. Podobnie było z pasem. Majtki w dół, wybieranie paska i odliczanie. Odliczanie klapsów w tyłek, ale z tego szybko zrezygnowano – rodzica nie może boleć przecież ręka od mojej kary. Pas był wygodniejszy. Przestało boleć po którymś razie. Lekko szczypało, piekło, potem był siniak. Jakiś, może kilka, może i na plecach. Boleć przestało. Krępowało mnie tylko ściąganie gaci do kolan przy facecie w którym chciałam widzieć obrońcę moich wszelkich kobieco-dziecięcych spraw. Psychicznie bolało.

Więc kładłam się na wersalce, darłam bachorzy pysk że nie chce, ale im więcej darłam tym pasów było więcej – drzeć się przestałam. Zaciskałam zęby i czekałam na koniec. Podciągałam gacie ze spodniami i zgodnie z rozkazem szłam do pokoju. W ciszy? Zamykałam drzwi, napieprzałam poduszkami w ścianę, modliłam się do zmarłego Dziadka, żaliłam się anonimowym internautom, którzy mieli podobnie. Mieliśmy czat, pisaliśmy codziennie – każdy za coś obrywał.

Kiedy klapsy w parze z pasem przestały działać? W gimnazjum. Spotkałam starszych kolegów, koleżanki, które kazały mi mieć to w dupie, wyjść z domu, proponowały nawet nocleg. Zamiast lekcji przesiadywałam w parku na papierosie, żaląc się i płacząc. Oczywiście za żalenie się dostałam wpierdol. Za to, że pani pedagog wezwała do szkoły panią – też. Za to że powiedziałam o biciu – też. Każda próba rozwiązania problemu kończyła się mniejszym lub większym wpierdolem.

Tu się zatrzymam… Rodzicu. Czy chcesz żeby dziecko się Ciebie bało? Moi rodzice do dziś nie wiedzą o tym jak dobierał się do mnie o wiele starszy chłopak (dostałabym w „ryj” za takowy związek), nie wiedzą o tym jakich używek próbowałam, co robiłam kiedy nie było mnie w szkole, z kim się spotykałam. Dla nich była ważna jedynie frekwencja i to, że nie przynoszę obciachu. Wiele razy mogłam do domu nie wrócić. A Ty chcesz uderzyć dziecko za ocenę? Za brak pracy domowej? Pyskowanie? Kłamstwo? A jak reagujesz naprawdę? Niezależnie od wszystkiego – i tak dostanie. Przestaniesz wiedzieć cokolwiek, a może obudzisz się za późno…

Często czytam „dostawałam i nic mi się nie stało”. To bardzo smutne, że ofiara bicia tłumaczy agresora. U mnie stało się wiele: ogromny problem z emocjami, wieczne krzyki, bunty, strach przed ludźmi, ucieczki w używki. Nie potrafiłam sobie poradzić ze sobą, z nimi. Na szczęście trafiłam na ludzi, którzy zajęli się mną jak niemowlakiem – tłumaczyli i przytulali na zmianę. Nadal nie mam 100% zaufania do facetów, nadal nie potrafię z rodzicami rozmawiać. Nie potrafię, ale też nie chcę. Nie muszę rozmawiać z kimś, kto wyrządził mi krzywdę, kto się temu przyglądał bez reakcji. Tak niszczy się ludzi – ich osobowość, wiarę w siebie, pasje. Tak niszczy się rodziny – stawiając na posłuch, a nie wsparcie. Tak uczy się przemocy – kiedy słyszysz od rodzeństwa że zasłużyłaś, a bicie to nic złego. Tak zaczyna się nowe życie – możesz to przerwać, urwać kontakt. Rodzic wychowuje, nie bije. Zatem rodzica nie masz – masz oprawcę. Im szybciej to zaakceptujesz, tym życie będzie przyjemniejsze, lżejsze.

Od klapsa daleko do przemocy…prawda? To tylko jedno uderzenie, nie cała seria. Cała będzie jak…i tu zaczyna się spis przewinień wieku nastoletniego. Bijesz adekwatnie do wieku? To co powinnam zrobić, mając na uwadze że ktoś ma 50 lat? Zabić? Skatować? Co zrobisz dziecku mającemu lat 17? Upokorzysz czy będzie klaps?

Klapsy nie dały mi nic. Nie dały szacunku, wychowania, wsparcia. Nie zmotywowały mnie do działania, za to zniechęciły do rodziny, która przyglądała się obojętnie. Nie twierdzę, że nie chciano mnie wychować – bardzo chciano bym była TAKA. Do tego stopnia, że bito mnie kiedy okazywałam się zupełnie inna.

„No, ale przecież masz w kimś wsparcie”. Wielokrotnie dziękuję gdzieś tam „Ojcu”, który moim ojcem nie jest – On po prostu jest. Jest kiedy potrzebuję wsparcia, rozmowy, śmieszków, pocieszenia. Wypełnił dziurę wierconą przez lata. To taka…za późna adopcja…

I nie jestem matką idealną – wielokrotnie mam dość, myślę „a gdybym mu przylała”. Wtedy przypomina mi się jak patrzę na swoich rodziców i nie chcę, by moje dziecko patrzyło tak samo na mnie. Więc tak…w pewnym sensie klapsy, bicie i inne przemocowe środki zmotywowały mnie…do bycia lepszą.

(Visited 1 159 times, 1 visits today)

niekonwencjonalna

Blogerka zmagająca się z edukacją domową, szydełkowaniem, obróbką materiałów wszelkich. Wieczne wsparcie matek mniej i bardziej ogarniętych.

- Twitter - Facebook - Pinterest

  • Niezły tekst, bo prawdziwy a sytuacje mi bardzo dobrze znane 🙂
    Usłyszałam też kiedyś, że kopnięcie kobiety, popchnięcie czy zrobienie jej guza utrzymującego się przez 2 miesiące to nie bicie, a skoro ty pierwsza uderzyłaś za to jak brzydko cię nazwałem, to ja mogę oddać, bez względu na to, czy zrobię to o wiele mocniej, przecież przyjebanie metalową sprzączką od torebki to nie bicie… 🙂
    Nieco w życiu przeżyłam i wiem, że również nie ufam facetom a dziecka nigdy nie uderzę, bo zdaje sobie sprawę jak od jednego klapsa się zaczyna i co to może zrobić dziecku z psychiką 🙂

  • Ciężki mi czytać takie komentarze bez emocji…
    Czasami chciałabym taki ludziom oddać, ale to byłoby zbyt proste.
    Prędzej czy później zostaną sami ze sobą i zostaną tak do starości.
    Przytulam!

  • Bardzo dobry i przejmujący post!
    Oprócz stosowania kar fizycznych nie można zapominać o przemocy psychicznej. Jakie szkody w psychice wyrządza stosowanie kar cielesnych, które są przecież czasem mniej dotkliwsze od tych emocjonalnych. Bardziej boli nas upokarzanie naszej duszy jak ciała. O przemocy psychicznej się nie mówi – o załamywaniu, wyzywaniu, publicznym poniżaniu. Takie rany nie goją się nigdy.

  • colored mirror

    Opisałaś tę historię tak, jakbym widziała to teraz swoimi oczami, to samo było u mnie.
    U mnie matka wiecznie nerwowa, stawała się wprost katem za złe oceny.. skończyło się uderzeniami pantoflem po plecach, czy w głowę.. broniłam się, a i tak zostałam rzucona w kąt i dostałam kopniaka w tyłek. To bolało, bardzo. Teraz jak na Nią patrzę, przypominam sobie co zrobiła mi za dzieciaka. Nie mogę z Nią porozmawiać, zaraz powtarza się seria głupich tekstów „Ty taka, siaka, owaka” chodź mam 24 lata, i męża;.. nie jest przyjemnie od rodzica takich rzeczy się dowiedzieć. Może to było w nerwach, jednak to boli. Do dziś mam uraz, zostało to gdzieś we mnie, zostałam okaleczona na stałe. Od nerwów, i wiecznych płaczów, i zanoszenia się z płaczu dostałam drgawek. Drgawki mam do dnia dzisiejszego, wiecznie lekarstwa uspakajające. Każdy dzisiejszy płacz, czy to z kłótni z rodziną, czy z mężem kończy się wspomnieniami i zanoszącym się płaczem.

    http://silverhamsterblack.blogspot.com

  • Dlatego ja już nie rozmawiam… Każdy telefon to zbiór pretensji, pseudo mądrości, pouczeń. Krzywdzę dziecko kolejną przeprowadzką, nową zabawką, brakiem klapsa, brakiem dyscypliny, nie pracuję (bo praca w domu to nie praca).
    Po telefonie i opierniczach też wyłam, trzęsłam się jak galareta. Lepiej więc unikać…
    Nikt nie jest workiem do bicia, psychicznego również.
    Bardzo mocno przytulam!

  • Anna Marta Wasylkowska

    Przemoc i agresja nie jest dobrym rozwiązaniem. Zawsze prowadzi do coraz to mocniejszych czynów i ciągnie za sobą coraz to poważniejsze konsekwencje – w swojej pracy / zawodzie widzę jak to funkcjonuje i w jakich momentach się uwidacznia – niemalże zawsze jest to wyraz bezsilności i braku umiejętnego nawiązania kontaktu z drugą osobą ale też niestety czasem wydaje się jedynym rozwiązaniem, który da złudne poczucie bezpieczeństwa i wypełnienia „obowiązku…

  • Nie będę się silić na mądre słowa. Wszystko co najważniejsze, napisałaś w swoim poście. To, co ze mną zostanie, to to, że klaps, bicie, to wszystko metody wpływu wychowawczego. Pytanie tylko, jaki wpływ chcemy mieć na dziecko i po co?

  • Ehh, skad ja to znam? Zarzuty mam do obojga rodzicow, ale najbardziej mnie wnerwia, ze moj „ojciec” mnie lal za takie bzdury, jak nie tska ocena, czy ze nie chcialam isc do kociola, a teraz (8 lat po rozwodzie i 7 od kiedy mieszkam za granica) nagle zgrywa idealnego tatusia w social mediach… bylo sie obudzic, gdy mial czas. Teraz mam go gdzies. I oczywiscie to ja jestem ta zla i „taka sama, jak matka”. Z drugiego frontu za to „jestes taka, jak ojciec” i glownie przemoc psychiczna. Na studia wyjechalam glownie po to, by sie od tego uwolnic. Cale zycie mi mowiono takie frazesy, jak „rodzina najwazniejsza”, a wychodzi na to, ze wiecej wsparcia mialam zawsze od obcych ludzi, niz od rodziny :/

  • Oj…moja rodzina jest uważana za idealną, pomimo że cała doprowadza się sama do rozpadu z powodu…plotkowania, jątrzenia. Tak to jest, jak ktoś za wszelką cenę chce być widziany jako ideał.
    Ja do dziś pamiętam lanie za oceny, jedzenie na toalecie, krzyki. Dzisiaj mieszkam 400 km dalej i…żyję. Odetchnęłam.

  • Ja dopiero w tym roku odzylam. Chociaz myslalam, ze od paru lat jest okej, to wszystko we mnie walnelo na pierwszym roku studiow. Caly zal, wszystkie emocje sprzed niemal 20 lat, wszystko zaczelo wychodzic na wierzch. Mialam nawet epizod z depresja i stanami lekowymi. Dopiero psycholog, koledzy i kuzynostwo, ktore tez mialo nielatwo w zyciu, mi pomogli sie w miare pozbierac do kupy. Duzo tez dala mi samotna podroz po Europie zeszlego lata – chociaz rodzinka mnie straszyla i sie dziwila, to przekonalam sie, ze nie dosc, ze jednak umiem sobie dac rade w obcym miejscu, to „wielki zly swiat” wcale taki zly nie jest. Mam tez wspaniala ciotke, ktora ciotka w sumie nie jest – zyje po swojemu na wlasnych zasadach, chociaz jej rodzina suszy glowe o meza, wnuki, „normalna prace” (kij tam, ze zamiast ledwo ciulac do pierwszego zarabia ciezkie pieniadze tym, co robi…) i caly ten kram – moja idolka po prostu.