NIEKONWENCJONALNA.COM

PROWOKOWANIE RODZICÓW DROGĄ DO SUKCESU?

Od pewnego czasu zadaję sobie pytanie PO CO. Pytanie, które zadaje sobie większość ludzi, patrząc na…większość rzeczy. Rodzice zadają sobie to pytanie zdecydowanie za często, doprowadzając samych siebie do obłędu. Patrzysz na dziecko wtykające babeczkę w klocek lego, akceptujesz, ale pytasz nadal. No bo…po co? Prowokowanie rodziców w siedzi nieustannie pobudza mój mózg w celu „po co”. Po co jątrzyć, nastawiać przeciwko sobie i czekać aż zaczną sobie skakać do gardeł? Po co?

Niby nic, a jednak! Na swoim blogu przedstawiam Ci swoje zdanie, swój punkt widzenia. Zostają tu Ci, którzy mają podobne zdanie lub chcą zrozumieć moje – wszystko z kulturą, bez wyzwisk, kupoburz. W internecie jest cała masa miejsc do których nie zaglądam z powodu poglądów – nie muszę, to miejsce ludzi o poglądach x, więc ze swoim y nie będę się na siłę pchać. Po co?

W internecie jest mnóstwo miejsc dla rodziców, którzy chcą zrozumieć siebie, swoje dzieci, teściów, którzy szukają wsparcia, humoru, rozwiązania problemu. I tu każdy radzi jak może, jak wie, jak nie wie też. W internecie są również specjaliści, którym rodzic ufa, chce ufać, znać ich zdanie na wybrany temat. Rodzic poszukuje. Nieustannie poszukuje odpowiedzi.

I tu pojawia się profil, który w moich oczach od dłuższego czasu prowokuje rodziców. Niemalże codziennie pada pytanie CO MYŚLICIE, pytanie puszczone jednym „enter”, pozostawione bez odpowiedzi. Zaczyna się burza. Burza trwa, udostępnienia rosną w siłę, bo każdy każdemu chce pokazać polską patologię w wersji hard. Zadająca pytanie milczy, nie odpowiada, czeka, a może nie… Interakcja jest, są lajki, smutne minki, a odpowiedzi nadal brak. Nie chodzi o to, że ja żądam od „specjalisty” zdania na temat. Chodzi o fakt, że jako specjalista, psycholog, ktoś pozwala rodzicom rzucać w siebie gównem. Przygląda się, nie reaguje, komentuje zdawkowo, wyrywkowo, a rodzice tłuką się dalej, internet hula.

Niezależnie od tego jak bardzo, bardzo nie rozumiem rodzica krzyczącego, wsadzającego w chodzik, zmuszającego dziecka do jedzenia, nie mam zamiaru pytać CO MYŚLICIE NA TEMAT CHODZIKÓW wiedząc, że to jest zwyczajnie szkodliwe. Mam zdanie takie, nie inne, każdy o tym wie. Oczywiście mogłabym zadać pytanie czekając aż rodzice się poszarpią rzucając argumentami mniej i bardziej życzliwymi. Ale…po co? Ktoś chce, kupi, użyje, ktoś inny sprawdzi jak to działa, inny ktoś nie kupi. Świata nie zbawię.

Wertuję sobie listę pytań i postów prowokujących. Kary, kieszonkowe, sakramenty, uchodźcy, polityka i te pytania puszczone w eter, za którymi ciągną chmury burzowe. Nie rozumiem. Nie rozumiem po co prowokować rodziców, wręcz zmuszać ich do przekrzykiwania się, awanturowania i czekać, patrzeć.

Komentując czy udostępniając cokolwiek, zawsze pisze dlaczego to robię. Dlaczego chce się z Tobą tym podzielić – bo mnie coś oburza, wzrusza, ciekawi, bo coś znalazłam i chcę wiedzieć jak działa. Zwłaszcza w ważnych, ludzkich sprawach przedstawiam siebie, swoją postawę by ograniczyć ilość komentarzy zbędnych, kłócących, wyzywających – ktoś przeczyta, stwierdzi że głupia i sobie pójdzie – ma do tego prawo. Zadając prowokacyjne pytanie zostawiłby komentarz formatu A4, a pod nim…burza.

Prowokowanie rodziców przez psychologa wydaje mi się mega, mega słabe. A może to celowa akcja? Celowe działanie? Przykro się na to patrzy…

(Visited 45 times, 1 visits today)

niekonwencjonalna

Blogerka zmagająca się z edukacją domową, szydełkowaniem, obróbką materiałów wszelkich. Wieczne wsparcie matek mniej i bardziej ogarniętych.

- Twitter - Facebook - Pinterest